Rozdział 11
-Rydel. Cieszę się z tego powodu, ale ja nie, ja chyba nic do ciebie nie czuję prócz przyjaźni.
-Rozumiem...
-Przyjaciele?
-Przyjaciele - powiedziałam, ale czułam, że się zaraz rozpłaczę.
-Idę posprzątać - powiedziałam i wyszłam. Poszłam do siebie. Rzuciłam się na łóżko i płakałam z dwie godziny, ale w końcu przestałam z myślą, że zaraz ktoś tu może przyjść.
-Rydel! Obiad! - krzyknął Rocky z dołu. Muszę się ogarnąć! Użyłam grubej warstwy korektora, żeby nikt nie zobaczył, że płakałam. Jak się `ogarnęłam` zeszłam na dół. Tam już wszyscy na mnie czekali. Usiadłam pomiędzy Rikerem, a Rylandem. Jak nie wybuchnę płaczem, to będzie cud.
-Powiedziałaś mu? - szepnął do mnie Riker.
-Nie - nie chciałam mu o tym mówić, ale źle się czułam kłamiąc. Zjadłam trochę sałatki i wróciłam do siebie do pokoju. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. Pewnie to Emma i Ross. Po chwili do mojego pokoju weszła zapłakana Emma z Rossem. Musiało stać się coś poważnego.
-Emma. Co się stało?
-Mam raka skóry - powiedziała, a Ross mi wszystko wytłumaczył.
-Zostawisz nas same? - spytałam Rossa.
-Muszę?
-Ross idź. Dzisiaj śpię u Delly.
-Ehh... Dobranoc.
-Wiesz, że spotkamy się jeszcze na kolacji?
-To do zobaczenia - powiedział i wyszedł. Emma już nie płakała. Jak Ross wyszedł rozpłakałam się.
-Jezu! Delly co się stało?
-Zamknij drzwi.
-A jak chłopaki będą podsłuchiwać?
-Mam specjalne, szczelne drzwi.
-Okej - Emma zamknęła drzwi na klucz i usiadła obok mnie.
-To teraz mów.
-Zawołasz Magdę? - spytałam jeszcze. Gdy przyszła Magda opowiedziałam im wszystko co się dzisiaj wydarzyło.
-Wiem jak się czujesz - powiedziała Magda
-Skąd?
-Też kiedyś wyznałam miłość chłopakowi.
-Jak ja sobie poradzę bez was, jak wyjedziecie?
-Poradzisz sobie. Zawsze sobie radziłaś.
-Emma wszystko się ułoży.
-Mam nadzieję.
-A właśnie! Magda jak tam z Rockym?
-Nie wyszło nam.
-Cały Rocky. A co sądzisz o Rikerze?
-Jest słodki, uroczy, ładny, przystojny, opiekuńczy, mięciutki...
-Ktoś tu się zakochał!?
-Chyba was coś pogrzało!
-No chyba jednak nie!
-Nawet jak już, to Riker nigdy mnie nie zechce.
-Czemu tak uważasz?
-Bo jest tyle ładnych dziewczyn na świecie, a miałby wybrać mnie?
-Dla niego liczy się charakter.
-Idę się wykąpać! Nie słucham was! Lalalalalaallalalalll!!! - krzyczała Magda wchodząc do łazienki.
-Jak dziecko - powiedziałam.
-Hahah... A żebyś wiedziała. - zaśmiała się Emma.
-Będzie wszystko dobrze.
-Hę?
-W związku z tą operacją.
-Mam nadzieję. Możemy zmienić temat?
-Jasne.
-Poczekaj, muszę odebrać. - powiedziała i wyszła odbierając telefon. Po kilku minutach wróciła. Coś jest nie tak...
-Co się stało? - spytałam.
-Muszę wrócić do Polski na tą operację. Magda leci ze mną, ze względu na jej brata.
-Co? Ross się załamie.
-Wiem. Muszę już pojechać się spakować, bo jutro o 10 mam samolot.
-Wrócisz jeszcze?
-Jak będzie wszystko dobrze...
-Powiem Rikerowi, żeby was zawiózł do hotelu.
-Dzięki Delly. Idę się pożegnać z Rossem.
~Oczami Emmy~
Wyszłam z pokoju Rydel i poszłam do Rossa.
-Hej Rossy. - powiedziałam na wejściu.
-Hej misiu. Stało się coś? - spytał troskliwym tonem, odrywając się od gry na gitarze.
-Ross. Ja muszę wracać do Polski na operację... - powiedziałam i po policzku spłynęła mi łza.
-C-co? Ale- ale jak to?
-Dzwonił do mnie lekarz i powiedział, że operacją muszę mieć w Polsce. Nie wiem dlaczego...
-Ale wrócisz jeszcze? - zapytał, widziałam w jego oczach łzy.
-Jeżeli będzie wszystko dobrze.
-Polecę z tobą.
-Nie Ross. Ty masz tu zespół, rodzinę.Przecież mieliście mieć teraz parę koncertów, fani będą zawiedzeni.
-Ale dla mnie ty jesteś najważniejsza! - teraz oboje płakaliśmy.
-Ty dla mnie też, ale Ross zrozum. Zadzwonię do ciebie po operacji.
-Kiedy wyjeżdżasz?
-Jutro o 10.
-Rano?
-Tak.
-Do 10 cię nie opuszczę i śpisz dzisiaj u mnie.
-Muszę się spakować Ross.
-To jedziemy do ciebie. - powiedział i pociągnął mnie za rękę na dół, o dziwo czekali tam Riker i Magda. Poszliśmy do samochodu Rikera i po paru minutach byliśmy na miejscu.
-Przyjedziemy jutro na lotnisko. - oznajmił Riker jak już wysiadaliśmy. Poszliśmy do apartamentu i zaczęłam się z Magdą pakować, oczywiście Ross pomagał.
-Koniec.
-Koniec.
-Wreszcie - to ostatnie powiedział Ross - A teraz już kochana Madziu możesz iść. Podobno kanapa jest bardzo wygodna. - powiedział Ross wypychając Magdę za drzwi.
-Tylko bądzicie cicho! - wrzasnęła jak już wyszła.
-Ross!
-No co?! Chciałem się tobą nacieszyć.
-To co ja jestem?! Zabawka!?
-Oj, no nie o to mi chodziło. Przepraszam.
-Wybaczam.
-Das buzaka? - zapytał jak małe dziecko o lizaka.
-Nie! Sam sobie weź!
-O tak to się nie będziemy bawić! - powiedział i zaczął mnie łaskotać.
-Ross! Przestań! Hahah!
-Za buziaka.
-Nigdy!
-To ja cie nigdy nie przestane łaskotać!
-No dobra! - poddałam się i wpiłam mu się w usta.
-To mi się podoba.
-Idę się wykąpać.
-To leć. - odparł, a ja poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w piżamę i wyszłam z łazienki.
-Teraz ty. - powiedziałam i Ross poszedł. Weszłam na laptopa. Po kilku minutach z łazienki wyszedł Ross. Pogasiłam wszystko i położyliśmy się do snu. Obudził mnie budzik, który był nastawiony na 8:00.
-Ross. Wstajemy. Za dwie godziny mam samolot. - szeptałam wstając z łóżka.
-Dlaczego, ta noc tak szybko minęła. Jeszcze tylko dwie godziny mojego życia mają sens. Chyba, że jeszcze do mnie wrócisz.
-Mam nadzieję. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego szczerze, on to odwzajemnił. Poszłam do ,,pokoju czystości'' ubrać się i ogółem uszykować. Nigdy nie miałam tony makijażu. Mi wystarczał błyszczyk i tusz do rzęs, którego bardzo mało nakładałam, czasem też używałam korektora, ale po za tym nic więcej. No chyba, że szłam na jakąś imprezę. Gotowa wyszłam z łazienki, ale Rossa już tu nie było. Zeszłam na dół w celu zjedzenia śniadania, ale jednak go sobie nie zrobiłam, bo ktoś mnie w tym wyręczył. Na stole był talerz z naleśnikami, a obok niego kartka. Wzięłam ją i przeczytałam :
~Droga Emmo. Mam nadzieję, że śniadanie będzie ci smakować :) Musiałem iść, ale obiecuję, że będę na lotnisku, aby się z tobą pożegnać. Mam także nadzieję, że nie będziesz na mnie zła. Pamiętaj, że cię kocham
~Twój, i tylko twój Rossy~
Jezu! Jak ja go kocham! Tylko zostaje pytanie: Gdzie jest Magda? Zaczęłam ją wołać i po paru minutach zjawiła się poszukiwana. Zjadłyśmy śniadanie i pojechałyśmy na lotnisko. Czekając na odprawę zobaczyłyśmy paru znajomych.
-Hej! Co wy tu robicie?! - zapytałam zaskoczona.
-Przecież nie mogliśmy pozwolić na to, żebyście odleciały bez pożegnania. - powiedziała brązowooka i przytuliłyśmy się.
-A Riker nie mógł nie pożegnać swojej przyszłej dziewczyny. - powiedział Rocky, pokazując na rozmawiający Riker i Magdę.
-Emma! - usłyszałam nagle krzyk. Odwróciłam się, a tam stał Ross. Od razu mnie pocałował, ale nie tak zwyczajnie, to było coś czego nie potrafię opisać. Po paru minutach, gdy zaczęło nam brakować powietrza odsunęliśmy się od siebie. Oboje płakaliśmy. Wtedy powiedzieli, że samolot którym leciałam zaraz startuje. Pożegnałam się z wszystkimi, oczywiście nie obeszło się bez płaczu. Riker najdłużej żegnał się z Magdą. Oni będą razem! Muszą! Ja najdłużej żegnałam się z Rossem oczywiście. Cały lot słuchałam muzyki i czytałam. Gdy wylądowaliśmy pojechałam od razu do szpitala. Moja mama już o wszystkim wiedziała, ale nie mogła teraz przyjechać. Byłam popodłączana do różnych kabelków i maszyn. I pomyśleć, że muszę spędzić tu 3 dni. Na szczęście zabieg mi przesunęli i nie czekam tygodnia...
~Oczami Rossa~
Emma wyleciała. Może już nie wróci. Jutro gramy jakiś koncert. Ja nie wiem jak ja zagram! Zamknąłem się u siebie w pokoju, żeby mi nikt nie przeszkadzał. Wszyscy poszli już spać. Ja zrobiłem podobnie. Obudziłem się o 7:00. Normalka. Zszedłem na dół i w kuchni zastałem Delly. Podszedłem do niej i ją przytuliłem.
-Hej.
-Hej Rossy. Jak się trzymasz?
-Jakoś jest. O której koncert?
-O 19:00.
-Rydel, ja nie wiem czy dam radę wystąpić.
-Dasz, musisz dać.
-A najgorzej będzie przy One last dance i If I can't be with you. Jak tam u ciebie?
-Dobrze. Chcesz śniadanie?
-Nie, bo to ja robię dzisiaj śniadanie królewno.
-Czyli będą naleśniki?!
-Ja nic innego nie umiem zrobić.
-Dziękuję. - powiedziała i znowu mnie przytuliła, po czym poszła do siebie, a ja wziąłem się za przygotowywanie naleśników. Po godzinie wszystko było gotowe, a robiłem je tak długo, bo robiłem dla wszystkich. Po zjedzonym śniadaniu poszedłem się ubrać. Cały dzień mieliśmy próby, bo ciągle się myliłem.
-Ross do cholery! Skup się! - wydarł się na mnie Riker.
-Co chwila mylisz akordy, lub tekst! - tym razem wrzasnął Rocky.
-Jak ja mam się skupić, jak moja dziewczyna jest po drugiej stronie Atlantyku i ma teraz chyba operację, od której zależy jej życie?! - wydarłem się ze spływającymi po policzkach
i pobiegłem do siebie.
~Oczami Rydel~
Ross pobiegł do siebie. Biedny.
-Chłopaki! Zamiast się na niego drzeć, może byście z nim pogadali?! Nie rozumiecie, że Ross potrzebuje wsparcia?! - krzyknęłam na nich i zauważyłam, że zrobiło im się głupio.
-Idę z nim pogadać, a Wy już się szykujcie. - dodałam po chwili i poszłam do Rossa. Leżał na łóżku z głową w poduszkach.
-Żyjesz?
-Jeszcze.
-I masz żyć.
-Jak Emma nie będzie, to zapewniam cię, że popełnie samobójstwo przy najbliższej okazji.
-Nawet o tym nie myśl.
-Ale jak ona umrze to dla kogo ja będę miał żyć?!
-Fajnie wiedzieć, że jestem dla ciebie nikim.
-Ryd...
-Nie Ross, odpuść... - powiedziałam i wyszłam z jego pokoju. Pobiegłam do siebie i się rozpłakałam. Po godzinie wszedł Ross, a za plecami trzymał misia tak wielkiego jak on.
-To dla mojej jedynej i najukochańszej siostry, przyjaciółki i królewny - powiedział dając mi misia -Przepraszam Delly. Wiesz, że nie miałem tego na myśli, poniosło mnie. Kocham cię z całego serca swego i z ca... - przerwałam mu.
-Ty mi tu pacież zmawiasz?! - zaśmiałam się.
-Skąd wiedziałaś?
-Nie jestem taka tępa jak reszta twojego rodzeństwa. Dziękuję za misia, jest uroczy i... wielki. Ross powiedz mi, gdzie ja go pomieszczę?
-Będziesz z nim spała i dzięki temu nie będziesz musiała mieć chłopaka.
-Ehh... Idź się już szykuj.
-Okej. - odparł i wyszedł. I jak tu takiego chłopaka nie kochać? Nie da się! Zaczęłam szykować się na koncert. Nim się zorientowałam wychodziliśmy na scenę. Jeszcze została do zaśpiewania If I can't be with you, bo One last dance odpuściliśmy.
Ross zaczął śpiewać:
I don't wanna be famous,
I don't wanna be if I can't be with you.
Everything I eat is tasteless,
Everything I see don't compare to you.
Paris, Monaco, and Vegas,
I'd rather stay with you.
If I had to choose!
Baby you're the greatest,
That I could ever think to lose.
And I just wanna be with you.
Yeah, I can never get enough!
Baby I'd give it all up up,
I'd give it all up, if I can't be with you
I nagle się zatrzymał, płacząc uciekł ze sceny krzycząc: Muszę do niej jechać! Potrzebuje mnie!
I jak? Nadal się zastanawiam czy nie zabić Emmy, a Ross by mógł zakochać się w jakiejś jej koleżance. albo by wtedy zobaczył, że mu tak naprawdę nie zależy na Emmie. Co mu zrobi rodzeństwo? Albo Ross dowie się, że Emma nie przeżyła operacji po koncercie! Już mam plan. Rozczarowaliście się pewnie na Ellu. Mogę się założyć, że wielu myślało, że będzie Rydellington, ale jak już mówiłam jestem wredna. Jestem zdolna do gorszych rzeczy, więc Emmy życie wisi na łańcuszku. Jeszcze popytam się znajomych i zobaczę ile ich głosów będzie więcej, czy śmierć Emmy, czy przetrwanie jej. Zapeniam was że moja klasa jest równie wredna co ja, więc możecie powoli żegnać się z Emmą! Muahahah!!! Ross znajdzie sobie inną...
Kończę, bo notka wyjdzie dłuższa niż ozdział. Pozdrawiam <3
~Suzi :D