Rozdział 12
Pobiegłam za nim, a reszta stała jak wryta. Znalazłam Go kłócącego
się z rodzicami i podbiegłam do nich.
-Co się tu dzieje?! Oprócz tego, że Ross z płaczem zwiał ze sceny.
-Ross chce lecieć do Emmy. - oznajmił mój tata.
-Przecież my cię samego tak daleko nie puścimy!
-A jak pojedziemy wszyscy? - zapytałam.
-Ale tylko wy, czy z nami?
-Jak chcecie. Coś czuję, że Riker z chęcią zobaczy Magdę. -
zaśmiałam się z Rossem.
-Ehh... Ryland! - wrzasnął mój tata.
-Tak?
-Zamów bilety do Polski do...
-Poznania. - odparłam razem z Rossem. Emma nie mieszka w Poznaniu,
ale tam lotnisko jest najbliżej jej miejscowości. Wyszliśmy na scenę i reszta
koncertu minęła normalnie. Ross dostanie porządny opieprz od Rikera. Chłopaki
nic nie wiedzą o wyjeździe. Po skończonym koncercie poszłam do garderoby.
~Oczami
Rossa~
Jak dzisiaj nie umrę to będzie cud. Dlatego, że Riker mnie zaraz
zabije. Zeszliśmy ze sceny, a ja nie wiedziałem co robić.
-Ross! Ty mały, niewychowany gnoju! Zabiję cię! Słyszysz?! Jak
mogłeś to debilu zrobić?! Ty wiesz na co nas tym naraziłeś?! Jutro wszystkie
nagłówki gazet będą o tym jak Ross Lynch zwiał ze sceny, dodadzą jeszcze, że
stchórzył! Zjebałeś nam cały koncert! Bez ciebie byłoby lepiej! Gdyby nie Ty w
tym zespole wszystko byłoby w porządku! Ciągle tylko ryczysz i obrażasz
wszystkich! Jesteś po prostu rozpieszczoną gwiazdką! - wyrzucił mi Riker, w
sumie miał rację. Czułem łzy spływające po moich policzkach. Znowu płakałem.
Nienawidzę tego, nienawidzę pokazywać innym jaki tak naprawdę jestem wrażliwy,
jak szybko doprowadzić mnie do płaczu, ale wciąż to robię. Pobiegłem do
garderoby, wpadłem do niej i zjechałem po drzwiach na dół zanosząc się płaczem.
Nie zauważyłem, że była to garderoba Rydel.
-Co się stało Rossy?! - podeszła siadając obok mnie i zapytała się
mnie z troską. Opowiedziałem jej wszystko.
-Odchodzę.
-Skąd?
-Z R5.
-To już nie będzie R5, tylko R4.
-Ale będzie lepsze, będzie wszystkim się lepiej pracowało, nie
będzie kłótni i bójek.
-Ross nie ma mowy.
-Ale...
-Nie! Idę teraz porozmawiać z Rikerem, a ty się pakuj, o 2 mamy
samolot, a jest już 23:34, masz niecałe 2,30 godziny.
-Okej. Kocham cię.
-Ja ciebie też Rossy. - odparła i poszła. Ja poszedłem się spakować,
ale postanowiłem podsłuchać ich rozmowę. Zaczaiłem się za jakimś murkiem i
słuchałem.
~Oczami Rydel~
-Riker. Zrozum go.
-Jak?! Do cholery Delly! On zachowuje się fatalnie!
-Słuchaj. Dawno z nim nie rozmawiałeś tak na poważnie. Nim
pojawiła się Emma chodziłeś codziennie do niego wieczorami i rozmawialiście.
-Masz rację.
-Teraz idź go przeproś. On cię teraz potrzebuje, on tęskni. Ross
naprawdę się zakochał.
-Jesteś cudowna Rydel. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Rozmawiałaś?
-Nie.
-A porozmawiasz?
-Riker! Jak to zrobię, to ci powiem! - krzyknęłam, a wszyscy
zaczęli się na mnie dziwnie gapić.
-A kim będzie ten wybranek? - spytał Ryland.
-Bez skojarzeń! Riker do Rossa, ale to już! - wydarłam się i pobiegłam
do garderoby. Wbiegłam do garderoby i walnęłam wściekła drzwiami o ścianę.
-Au! - usłyszałam. Odwróciłam się i zobaczyłam Rossa, który był w
miejscu gdzie przed chwilą walnęły drzwi. Ups... Zapomniałam o nim.
-Nic ci nie jest?
-Nie, chyba... Głowa mnie boli.
-Pokaż. - podeszłam do niego i odgarnęłam mu grzywkę. Miał na
czole wielkie rozcięcie, ciągnące się po skosie od brwi w górę, do końca czoła.
-O matko. Siedź tu, ja pójdę po apteczkę. - poszłam szybko po
wspomniany przedmiot i zaraz wróciłam, rana mu krwawiła, strasznie mocno.
-Delly słabo mi... - wydusił i zemdlał.
-Riker!!!!
-Co się stało?! - przybiegł wraz z chłopakami.
-Ross zemdlał. Walnęłam go przez przypadek drzwiami w głowę.
-Odsuń się, Rocky przynieś apteczkę. Ell idź po wodę. – powiedział
szybko Rik. Ja nie wiem jak on potrafi zatrzymać w takich sytuacjach zimną
krew… Usiadłam obok Rossa. Riker miał jego głowę na kolanach. Po chwili
przybiegł Rocky, a za nim Ratliff. Podał apteczkę Rikerowi, a on zabandażował
mu głowę.
-Nie zadzwonimy po karetkę? – spytałam.
-Nie, powinien zaraz się obudzić. Ellington daj tą wodę. – Ell
podał mu wodę, którą zaraz Riker wylał na Rossa.
-Riker, co ty odpierdalasz?! – wydarłam się, bo myślałam, że ta
woda jest mu po to aby ją podał Rossowi jak się obudzi.
-No, a co ja miałem z tą wodą zrobić?
-Może podać mu jak się obudzi?
-Może… O! Budzi się! – Rik miał rację, Ross powoli otwierał oczy.
-Czemu na mnie wylaliście wodę? – spytał półprzytomny.
-Żebyś się obudził. Zostawicie nas samych? – zwrócił się do nas
Riker.
-Nie! Proszę! Ja nie chcę umierać!
-Jeszcze nie umrzesz… JESZCZE. – ja, Rocky, Ell i Ryland
posłusznie wyszliśmy. Poszłam spakować jakieś kosmetyki i parę innych
niezbędnych rzeczy, bo dzwoniła do mnie mama powiedziała, że z tatą
pakują nasze walizki.
~Oczami
Rikera~
Zostałem z młodym sam, na sam. Jak ja mam zacząć?
-Tooo… Co chciałeś?
-Emm… Przepraszam cię. Ross ja wcale tak nie myślę. Poniosło mnie…
Przepraszam… - widziałem, że Ross zastanawia się chwilę nad odpowiedzią, ale po
chwili uśmiecha się lekko i mówi:
-Wybaczam, ale miałeś rację… Schrzaniłem cały koncert.
-Bez przesady… Zaraz jedziemy na lotnisko.
-Okej. To chodź.
-Gdzie?
-Po resztę Głombów.
-Okej. – poszliśmy wszystkich zawołać. Po 30 minutach byliśmy na
lotnisku i czekaliśmy na nasz samolot.
-Gdzie rodzice z walizkami? – spytała Delly.
-Nie wie… O już idą! – nie zdążyłem dokończyć, bo w oddali
zauważyłem rodziców.
-Pasażerów lecących do Polski prosimy o udanie się na odprawę. –
usłyszeliśmy i poszliśmy do bramek. Chodzę dzisiaj taki jakiś strasznie
zamyślony… Bo nim się obejrzałem siedzieliśmy w samolocie. Nie wiem dlaczego,
ale teraz się jakoś strasznie stresuję przed lotem, nigdy tak nie miałem. Choć
pewnie jest to spowodowane tym, że ja jestem tu najstarszy, za wszystkich
odpowiadam i nie ma z nami rodziców. Cały lot spałem i słuchałem muzyki, a
reszta się wygłupiała. Wreszcie lądujemy. 17 godzin w samolocie to nic
przyjemnego. Wysiedliśmy z samolotu i poszliśmy do taksówki po odebraniu
bagaży. Nikt się nie odzywa, dziwne… Taksówką pojechaliśmy do hotelu, tam tyko
wnieśliśmy walizki i pojechaliśmy od razu do szpitala. Czemu nikt się nie
odzywa?! Do szpitala szybko dojechaliśmy, Ross z taksówki wyskoczył jak struś
pędziwiatr. My też wbiegliśmy do szpitala, ale ten przeszedł samego siebie. Ten
babsztyl przy ladzie nie chciał mu powiedzieć gdzie leży Emma, więc Rydel
wzięła sprawy w swoje ręce.
-Gdzie jest ona jest?! – wycedziła wściekła przez zęby.
-Sala 213.
-Dziękuję. – pobiegliśmy do windy i zaraz byliśmy przy sali Emmy. Właśnie
wychodził z niej lekarz, podbiegłem do niego, bo Rydel spała wtulona w Ella,
Rocky też spał, a Ross płakał w kącie.
-Co z Emmą?!
-Kim pan dla niej jest?
-To moja bratowa.
-To moja bratowa.
-Są dwie wiadomości. Jedna zła, druga dobra. Którą najpierw?
Muhahahahah!!!!! I teraz ta decyzja... Zabić, czy nie zabić... Ja już wiem co jej zrobię... W ostatnim rozdziale ktoś skomentował, żebym dodała wątek z jej byłym. Hm... Na pewno coś będzie, ale nie wiem czy teraz, czy kiedyś indziej, ale spokojnie. Może co niektórzy zapomnieli, ale Emma wraca do Polski po wakacjach. Mam już plan jak rozegrać tę akcję pożegnania, ale pytanie czy Em w ogóle wróci do Polski, a co ważniejsze przeżyje. Hahahah. A teraz pytanie... Kto wczoraj spamował?!Ja tyle ile wlezie, ale mnie to wkurzyło, że nawet nic nie napisali, a przecież był to koncert rozpoczynający trasę ;( Tylko Riker nas zauważył! Dobra nie rozpisuję się...
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Super rozdział czekam na next!
OdpowiedzUsuńJa spamiłem!
OdpowiedzUsuń